Walka ojca o spokój dzieci

Wyprowadzili się z dala od strachu, krzyku i wiecznego udawania, że dom, jaki próbowali stworzyć, był prawdziwy.
Matka chłopców jest uzależniona od alkoholu. Ojciec nie miał już siły dłużej walczyć. Bez czekania na jakiekolwiek decyzje sądu wziął na swoje barki wychowanie trzech synów w małej wiosce jakich wiele na Mazowszu. Wyszedł z domu tak, jak stał. Teraz albo nigdy. To się musiało wreszcie skończyć. Dla dobra dzieci.
Jego imię znaczy "czujny", "czuwający", zawsze w pogotowiu. Zawsze obok, kiedy dzieci go potrzebują. Pozostał w zgodzie ze swoim imieniem.

 

Nie było dużego wyboru lokum. Zajął z synami dwa pomieszczenia w niewielkim budynku bez łazienki i jakichkolwiek wygód. Ale żaden z chłopców nie narzeka. Fundacja "dla dobra dziecka" dostarczyła im niezbędne meble: łóżka, szafki i biurka, przy których chłopcy mogą spokojnie odrabiać lekcje.

Na wieść o tym, że przyjechał samochód, który pomoże im zapełnić puste i głuche pomieszczenia, w dwadzieścia minut rozładowali ciężarówkę. Radości nie było końca, bo teraz wszystko wygląda bardziej normalnie.



Teraz zaczynają wszystko od początku. Razem z tatą. Budować od podstaw. Uczyć się na nowo wspólnych poranków i niedziel, próbować zapomnieć, że musieli patrzeć, jak ich mama niknie i zmienia się nie do poznania. Każdego dnia, krok po kroku, odzyskują wiarę. To jeszcze długi i bolesny proces. Najważniejsze, że mają siebie.

Ojciec chłopców nie prosi o wiele. I nie prosi dla siebie. Każda pomoc w naturze: ciepłe ubrania, swetry, podkoszulki, bluzy, rękawiczki, szaliki, a przede wszystkim wymarzone przez chłopców obuwie sportowe i solidne zimowe buty – wszystko jest dla nich na wagę złota.
Nigdy nie jesteśmy tak biedni, aby nie stać nas było na udzielenie pomocy bliźniemu. A przed nami czas miłości i obdarowywania – Święta Bożego Narodzenia. Chłopcy wierzą, że to czas cudów. Spróbujmy pokazać również samym sobie, że tak właśnie jest. Możemy dołożyć wspólnie małą cegiełkę do tego, że Święta, które spędzą we czwórkę, będą jasne, świetliste i spokojne. Pomóżmy im ubrać choinkę i przygotować stół do wspólnej wieczerzy. Na pewną nie zapomną zostawić dla nas wolnego miejsca przy stole. Kiedy będą dzielić między sobą opłatek, swoje smutki i radości, będziemy obecni w ich życzeniach. To przecież czas cudów. Od nas zależy, czy nas dotkną.

Piotr Kepal, Copyright © 2018 Fundacja Dla Dobra Dziecka. Wszelkie prawa zastrzeżone.